Kiedy wprowadziliśmy się do domu, w którym obecnie mieszkamy, ogród wyglądał jak zaczarowany. Było w nim pełno drzew, krzewów, teren był nierówny, ale pokryty trawą i kwiatami. Bardzo nam się podobał. Nasz entuzjazm ostudził agent: na waszym miejscu wszystko bym wyciął i zobaczył, co tak naprawdę jest pod spodem. 

E tam! – pomyślałam sobie. Postanowiliśmy przyciąć tylko parę krzaków i wyciąć kilka umierających drzew. W paru miejscach wyrównać teren, poustawiać ławeczki i cieszyć się tym magicznym miejscem. Ale…, gdy zaczęliśmy porządkować ogród, okazało się, że co ruszymy pojawia się nowy problem. Górka, która była pośrodku ogrodu, pięknie zarośnięta trawą, okazała się wysypiskiem śmieci! Znaleźliśmy tam zrujnowaną, potłuczoną szklarnię, szybę samochodową, a nawet butlę z kwasem.  Gdy wycięliśmy część krzaków, które zarastały pół ogrodu, okazało się, że przykrywały one kolejną stertę śmieci – potłuczone, gliniane donice, akumulator i części samochodowe. Kilkadziesiąt blach i rur, a nawet podgniłe meble. Wywieźliśmy 3 kontenery śmieci, a nasz zaczarowany ogród zamienił się w czarną pustynię. Musieliśmy wyciąć wszystko, usunąć wszystkie niebezpieczne przedmioty, szkło, ostre blachy, zardzewiałe rury i mnóstwo toksycznych śmieci. Wyrównywanie terenu okazało się koszmarem, łamały nam się łopaty, bo co chwile natrafialiśmy na gruz i cegły, które umożliwiały normalne kopanie ziemi. 

I gdy byliśmy w trakcie porządkowania ogrodu i urządzania go, by był miejscem przyjaznym, ładnym i bezpiecznym, ręce mi opadły. Pomyślałam sobie, że po co to ruszaliśmy? Było ładnie, czarodziejsko, a teraz nasz ogród to czarny plac, bez kwiatów, krzewów i drzew. Goły i niezachęcający do spędzania w nim czasu, a my umęczeni jak mało kiedy.

I wtedy pomyślałam sobie. Ten ogród jest idealnym odzwierciedleniem polskich kobiet i mechanizmu, który rządzi procesem zmian. Przez 20 lat pracy z kobietami i dla kobiet oraz 24 lat samorozwoju, widziałam takie ogrody tysiące razy! Sama dawno temu byłam jednym z nich. Widziałam kobiety, które mówiły, że nigdy, ale to nigdy nie hejtują, a za chwilę słyszałam, jak krzyczały do swojego dziecka: głupi jesteś?! Co robisz! Że są wspaniałymi partnerkami, szanują swoich mężów, a za chwilę słyszałam jak mówiły o nich: mój stary mnie wkurza! Jest wrednym dziadem! Że są lojalne wobec swoich przyjaciółek, a za chwilę obgadywały je za ich plecami: widziałaś, jak wyglądała? Przytyła strasznie, mogłaby się wziąć za siebie, a nie tyle żreć! Mówiły, że dbają o siebie, a nie miały czasu i podupadały na zdrowiu i fizycznym i psychicznym. Mówiły, że są odpowiedzialne, a tymczasem szukały usprawiedliwień i winnych we wszystkich i wszystkim tylko nie w sobie: to nie moja wina, że nie mam pieniędzy. Szef słabo płaci! To nie moja wina, że mam gówniany związek, mój mąż jest leniem i gnojem! To nie moja wina, że moje dzieci biją inne. Niech je nie zaczepiają! To nie moja wina, że jestem otyła. Nie ma już porządnego jedzenia, same śmieciowe żarcie! Twierdziły, że są łagodnego usposobienia, a za chwilę wkurzały się na byle co i nie przebierały w słowach i czynach. Mówiły, że są asertywne, a po chwili pozwalały całemu świat wejść im na głowę, co kończyło się przeważnie poczuciem krzywdy i złością. Mówiły, że są zdeterminowane, a po 2 miesiącach od otwarcia biznesu, zamykały go, twierdząc, że się nie da. Mówiły, że są konsekwentne, a  ich dzieci były pogubione, bo raz mama pozwalała, a innym razem nie, bo nie

Z wierzchu niby wszystko OK, ale w środku… zupełnie, jak z tym naszym ogrodem. Wiele z nich zdało sobie z czasem sprawę, że warto pomimo wszystko ruszyć ten „magiczny” świat, dogrzebać się do śmieci i zadbać o swoje bezpieczeństwo i szczęście. Wiele z nich z moją pomocą czy pomocą innych terapeutów, trenerów, praktyków wkroczyły na ścieżkę rozwoju osobistego i biznesowego. A droga do zmian nie była niczym innym, jak doprowadzaniem zaczarowanego ogrodu do czystego placu, na którym można zasadzić co się chce i urządzić po swojemu. Niestety w trakcie porządkowania dochodzi wiele razy do zniechęcenia. Po co to wszystko ruszałam, wcześniej może nie było doskonale, ale za to znałam to, wiedziałam jak się po takim ogrodzie poruszać,a  to co z wierzchu cieszyło oczy. Bo jak to wygląda w rzeczywistości?

  1. Uświadomienie sobie, że jest problem – czasem samodzielnie, a czasem z pomocą kogoś innego. W naszym przypadku to agent, uświadomił nam, że pod tym pięknym ogrodem, kwiatami, trawą, krzewami może znajdować się gnój. Tak często bywa i w naszym życiu, że nie jesteśmy świadome tego, że w głębi nas jesteśmy zranione, pokrzywione, zrujnowane i pełne śmieci.
  2. Decyzja o porządkowaniu – już jesteśmy świadome tego, co doskwiera i chcemy to zmienić. Podejmujemy decyzję pełne wiary, nadziei i zapału. Zupełnie jak u nas! Dobra, bierzemy się do pracy, zrobimy ogród po swojemu i przede wszystkim uporządkujemy go.
  3. Znalezienie narzędzi – wydawało nam się, że łopata i piła wystarczy. Zupełnie, jak w rozwoju. Właśnie zdałyśmy sobie sprawę, że nie jesteśmy asertywne, więc sięgamy po kurs asertywności. Szybko okazuje się, ze to za mało…
  4. W trakcie pracy – i tak, jak z tym naszym ogrodem okazuje się, że górka to pikuś, bo w niej jest wiele śmieci i niebezpiecznych przedmiotów, które mogą doprowadzić do tragedii. Nie wystarczy wyrównanie terenu, trzeba zamówić kontener i wywieźć górę śmieci! Kurs asertywności okazuje się złym narzędziem, bo trzeba pracę zacząć od podstaw. Nie ma szans na skorzystanie z tego kursu, gdy ma się niszczące przekonania o sobie, innych, świecie, pieniądzach itd. 
  5. Nadchodzi zniechęcenie – po pierwszych próbach wprowadzenia zmian na lepsze, okazuje się, ze jest gorzej niż na początku. Bo w trakcie pracy nad sobą (ogrodem) okazuje się, że dokopujemy się do coraz większych pokładów śmieci. Zmiana zaczyna przerażać. Wycofujemy się na chwilę.
  6. Powrót do decyzji i większa świadomość – zaczynamy sobie uświadamiać, że zmiana wymaga kosztów i nic nie będzie już takie jak poprzednio. Mamy większą świadomość siebie (ogrodu i jego stanu), dlatego nabieramy większej odwagi i choć się boimy to zwiększa się determinacja. Jako perfekcjonistki nie zostawimy przecież tego tak rozgrzebanego!
  7. Dokopujemy się do dna – gdy zauważyliśmy, że pod łopatą jest już tylko czarna, czysta ziemia, wiedzieliśmy, ze to koniec przygotowań do kreowania ogrody swoich marzeń. i tak samo w rozwoju: dokopujemy się do sedna sprawy i wiemy, że na nic nam techniki asertywności, budowania pewności siebie, komunikacja, budowania zdrowych relacji itd, skoro byłyśmy pełne cudzych śmieci. Zaczynamy pracę od podstaw czyli od przekonań. Wyrównujemy i porządkujemy ogród do czystej, czarnej ziemi – pozostaje pustkowie.
  8. Kreujemy według swoich zasad i oczekiwań – i nadszedł ten wspaniały czas, poprzedzony pracą, zwiększaniem świadomości ale i zniechęceniem, gdy mamy pusty, czysty plac, na którym możemy sadzić co tylko chcemy. Tak jak chcemy i kiedy chcemy. W tym miejscu jesteś jak czyste naczynie, które możesz napełnić tylko tym, co chcesz i co będzie ci służyć.

Droga czasem długa i męcząca, ale czy warto? Porządki z ogrodem mamy już dawno za sobą. Gdy spędzamy w nim czas, a jest czysto i bezpiecznie, nie żałuję, że ruszyliśmy go i dokopaliśmy się do samego dna. Kiedy grillujemy, a nasz autystyczny syn gra w piłkę, wiem, że to  była słuszna decyzja i warta naszego zaangażowania. 

Zachęcam się do pracy od podstaw, by pozbyć się wszystkich śmieci i cudzych pomysłów na Ciebie. To Twoje życie i warto, byś je przeżyła po swojemu, a przede wszystkim szczęśliwie. Zapisz się na listę osób oczekujących na e-szkolenie Przekonaj się! Podczas którego będziemy wspólnie pozbywać się wszystkich śmieci, ciężarów, toksycznych elementów i tego, co sprawia, że bywasz nieszczęśliwa i nie żyjesz w zgodzie ze sobą. 

 

Z ogromną przyjemnością pomagam Polkom kreować życia, o jakich marzyły.